O Nas Kontakt Aktualności Lokalizacja i dojazd Regulamin zwiedzania Regulamin Muzeum Gazownictwa
Aktualna wystawa Maszyny i urządzenia XIX wieku Piece i grzejniki Gazomierze i liczniki Latarnie gazowe Planowana wystawa Wirtualna wycieczka panoramiczna
Gaz źródłem światła Historia Gazownictwa Spotkania muzealne Publikacje z archiwum Wolskie rogatki 2015. Dzień otwarty w Muzeum Gazownictwa 71 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego
Medal pamiątkowy Siatka i palnik lampy gazowej Koncesja z 1856 r. Wspomnienia Hymn Górniczy Wydawnictwa Kalendarium

CIEKAWOSTKI

WSPOMNIENIA


Wspomnień tych jest bardzo dużo jak i długi jest okres mojej pracy w Zakładzie. Trudno jest się zdecydować, co jest godne do wspomnienia na papierze. Niektóre zdarzenia i fakty mogą się zdawać mało istotne, inne zbyt banalne. Dotyczą one i są związane z Zakładem na Woli.

Do pracy zostałem przyjęty 1 kwietnia 1944 roku, to jest w momencie, kiedy niepodległość Polski była tuż przy granicy na Bugu. Czteromiesięczny okres pracy do wybuchu „Powstania Warszawskie” przeleciał  błyskawicznie, tym bardziej, że praca załogi Gazowni pod kierownictwem niemieckim i nadzorem służb porządkowych tzw. „werkschutzu” obfitowała w wiele zdarzeń dramatycznych i smutnych.

Po powrocie do Warszawy w roku 1945 zgłosiłem się do pracy już nie do „Gazwerk”, ale do Gazowni Miejskiej m. st. Warszawy. Zostałem w Zakładzie intensywne prace przy uruchomieniu poszczególnych obiektów produkcyjnych. Przez pewien czas byłem kierowany do różnych prac pomocniczych.

Po uruchomieniu Zakładu i oddania gazu na miasto z inicjatywy dyr. Józefa Zielińskiego (tego późniejszego budowniczego elektrowni Kozienice) został zorganizowany dla wytypowanej grupy młodzieży kurs przygotowujący ją do pracy prawie na każdym stanowisku robotniczym w Zakładzie. Przez kilka miesięcy zgłębialiśmy wiedzę o produkcji zakładu, zaczynającą się od wjazdu na bocznicę wagonów z węglem, do przesyłu gazu na miasto. Równocześnie z teorią mieliśmy też zajęcia praktyczne.
 

Najważniejsze wrażenie na mnie wywarło usuwanie rozpalonego prawie do białości koksu z poszczególnych komór Piecowni Periodycznej oraz gaszenie jego wodą. Z kolei największą frajdę sprawiała mi praktyka na estakadowym żurawiu węglowym przy rozładunku węgla z wagonów. Po ukończeniu tego kursu z dobrym wynikiem - nie wiadomo, dlaczego? Nie ja decydowałem, zostałem skierowany do pracy urzędniczej w garażu, bo tak podówczas nazwano służby transportowe. Zakład posiadał w tym czasie (był to rok 1946) 2 osobowe Mercedesy (produkcji z lat 30 – tych) oraz kilka ciężarówek radzieckich marki Gaz AA i Zis 5. Te ostatnie były ciekawostką o tyle, że miały hamulce zasadniczy, mechaniczny i kierowca żeby wóz miał hamulec musiał, musiał regulować je w zależności od ciężaru ładunku.

Tu w transporcie zetknąłem się po raz pierwszy z biurokracją, z którą w późniejszym okresie tak zaciekle walczyłem. Polegała ona na bezmyślnym przepisywaniu na specjalnym arkuszu tras przejazdów podanych przez kierowców na poszczególnych kartach drogowych. Zestawienia te były przekazywane do MZK, jako właściciela pojazdów pracujących w miejskich instytucjach. Zatrudnionych tam urzędników interesowały tylko dwie cyfry, ilość kilometrów i zużycie paliwa. Pozostała zbędna, a wymagająca bardzo dużo pracy otoczka została z czasem zlikwidowana.

 

Równocześnie z uruchomionym Zakładem rozwinęło się bardzo szeroko życie kulturalne i rozrywkowe załogi.

W krótkim czasie powstały i kontynuowały działalność: orkiestra, zespól teatralny, chór i zespól taneczny. Został też reaktywowany przyzakładowy klub sportowy RKS „Świt” Orkiestra bazowała w swej pracy na sali mieszczącej się w stylowym drewnianym domku (stał w miejscu obecnego parkingu). Zespoły artystyczne ćwiczyły w sali świetlicy ze sceną (została obecnie zlikwidowana przy przebudowie). Sportowcy początkowa trenowali na boisku własnym przy ul. Ludnej (w tym miejscu, gdzie stoi cyrk), a później trenowali i grali na stadionie dzielnicowym na Woli (obecnie RKS „Sarmata”) przy ul Wolskiej 66. Stadion ten został przebudowany prawie w całości przez załogę Gazowni. W tym czasie największy i najbardziej liczący się Zakładem na Woli.

 

 

 

 

Biegły lata, Gazownia się modernizowała i rozbudowywała. Oddano do użytku dwie nowe piecownie „Skoda” i „Vega”. W transporcie otrzymaliśmy do eksploatacji coraz to różne typy i marki samochodów i tak: z dostaw UNRA Chevrolety, Fordy Canady, GMC, Srudebackery, Bedfordy i osobowe Willysy, z Czechosłowacji osobowe Skody, z Francji ciężarowe Renault.

W roku 1949 otrzymaliśmy pierwsze samochody krajowej produkcji Star 20, a w 1951 roku osobową „Warszawę”. W następnych latach zakupywane zostały samochody coraz nowszych marek i typów. Ich naprawa i konserwacja stwarzała nowe poważne trudności z uwagi na brak pomieszczeń remontowych. 

Starania zmieniających się kierowników transportu o rozbudowę zaplecza remontowego nie znajdowały zrozumienia ówczesnych kierownictw, które bardziej widziały inne potrzeby. Niewielka poprawa nastąpiła dopiero w latach, 1974 – 76 kiedy na polecenie dyr. Waldemara Bołdaniuka, ZRUG wybudował budynek o dwóch pomieszczeniach remontowych, a przeniesienie Bazy Sprzętu ZRUG na Wolę umożliwiło Rejonowi Gazowniczemu utworzenie stacji obsługi samochodów i sprzętu. Była to jednak kropla w morzu, w stosunku do potrzeb.

Równocześnie z produkcją toczyło się życie kulturalno - sportowe. Zespoły artystyczne i orkiestra uświetniały swymi występami akademie i uroczystości. Orkiestra też każdego roku prowadziła załogę na pochodach pierwszo majowych. Sportowcy „Świtu” brali udział w różnego rodzaju rozgrywkach, a piłkarze w roku 1964 awansowali do III ligi krajowej. Dla załogi organizowano spartakiady, w których brało udział do 25% pracowników. Reprezentacja Zakładu zajęła I - sze miejsce w roku 1962 Spartakiadzie Okręgu Centralnego Zw. Zaw. Energetyki i brała udział w centralnej imprezie w Poznaniu. Lata 60 - te były dla zespołów kulturalnych latami przełomowymi.

Nie znam przyczyn, ale tak chór, jak zespól teatralny zostały rozwiązane. Orkiestra, także, a jej instrumenty zamienione z PKS - em, na stary odremontowany autobus marki Fiat, którym załoga mogła jeździć na wycieczki.

Ten trudny okres przetrwał tylko RKS „Świt”. Sportowcy w nim zrzeszani uzyskali na stałe obiekt sportowy na Jelonkach i przestali jeździć 3 razy w tygodniu samochodami zakładowymi na miejski stadion „Syreny” w Alej Niepodległości. Swoje przetrwanie RKS „Świt” zawdzięcza swoim kolejnym byłym przewodniczącym: Stanisławowi Bzdakowi (ojcu obecnego dyrektora Gazowni), Tadeuszowi Haberowi, Marianowi Sitarskiemu i Władysławowi Wymiarkiewiczowi. Przy nich uczyłem się działalności społecznej i przyjąłem po nich od ponad

20 lat spuściznę sportową, jaką jest w tym zrozumieniu RKS „Świt”.

 

Lata obecne 80-te, mimo, że są latami kryzysowymi przedstawiają się dzięki staraniu obecnego kierownictwa Zakładu korzystnie, tak po linii transportowej jak i sportowej. Został całkowicie odbudowany budynek sportowy na Jelonkach. Powoli, ale systematycznie jest budowana baza remontowa na Targówku.

 

Liczę, że za 6 lat ( jak zdrowie dopisze) idąc na emeryturę pozostawię w transporcie bazę, przy pomocy, której będzie znacznie lepiej pracować następcy.

                                                                                                              Sergiusz Strzelczyk

Home  |  Aktualności  |  O Nas  |  Oferta  |  Kontakt  |  Mapa strony  |  Projekt i wykonanie: Newtopia